Tego, co zaraz przeczytasz, nie ma w żadnym podręczniku czy metodologii do zarządzania projektami. Co więcej, zapewne da się i bez tego osiągać efekty. Ale jeśli dotychczas powszechnie chwalone narzędzia u Ciebie się totalnie nie sprawdzały, projekt i rzeczywistość rozjeżdżały się drastycznie, a przed finiszem miał_ś już dość wszystkiego… Może warto cofnąć się o krok i poświęcić czas na odpowiednie przygotowanie.

Dlaczego u Ciebie to nie działa?

Tego bloga nie piszę do poważnych PM-ów z wielkich firm. Piszę do Ciebie – do osoby, która ma pomysł na swój projekt osobisty czy biznesowy. Być może prowadzisz firmę, ale ta firma nadal oparta jest na Tobie – na człowieku. Nie jesteś korporacją, która, jak ryba w wodzie, pluska się radośnie w papierach, formalnościach i biurokracji.

Jesteś człowiekiem, który ma określone talenty, umiejętności czy sposób patrzenia na świat. Jesteś człowiekiem, który żyje w określonym kontekście – masz takie czy inne warunki, zasoby czasowe, zobowiązania, codzienne role. I w końcu jesteś człowiekiem, który może zachorować, mieć gorszy dzień albo totalny zjazd motywacji i wznoszenie okrzyków: “po co mi to było?!”.

Systemy w wielkich organizacjach w dużej mierze ten czynnik ludzki pomijają lub minimalizują (bo mogą). Natomiast u Ciebie to może zdecydować o “być albo nie być” całego projektu.

A żeby to lepiej zobrazować, opowiedzmy sobie o roślinach.

Jak dbać o rośliny?

Ostatnio w odmętach Internetu wpadł mi w ręce filmik, w którym padł mniej więcej taki tekst:

Czy jeśli roślina nie zakwitnie, to czy winisz roślinę? Nie, to jest wina warunków: zbyt dużo lub zbyt mało światła, wody, itp. Dlaczego to, co jest oczywiste dla roślin, nie jest tak oczywiste, jeśli chodzi o ludzi?”

Oczywiście, tekst dotyczył zapewne innego kontekstu, ale przyłóżmy to na moment do realizowania projektów. Ilu z nas, kiedy coś nam nie wyjdzie, zastanawia się “co jest ze mną nie tak”? Dlaczego katujemy siebie poczuciem winy? Nikt z nas nie jest z natury “popsuty”. Każdy ma zdolność do rozwijania się i rozkwitania – tylko trzeba pomyśleć, jak samemu sobie stworzyć optymalne warunki.

Idąc tą metaforą: wielka organizacja jest jak las. Dla lasu nie ma znaczenia, czy mamy więcej dni słonecznych, czy deszczowych (pomijając, oczywiście, sytuacje ekstremalne) – poszczególne rośliny radzą sobie lepiej lub gorzej, ale las trwa. My jesteśmy jak ta roślinka doniczkowa, która potrzebuje odpowiedniego miejsca, odpowiedniego poziomu nasłonecznienia, odpowiedniego nawodnienia i co tam jeszcze. W takim klimacie urośnie na dwa metry, a w innym będzie ledwo dyszeć.

Pierwszy krok

Mam takie przekonanie, że przy projektach indywidualnych trzeba zacząć od tego, by stworzyć sobie jak najlepsze warunki do działania. I, uwaga, te warunki nie będą takie same, jak dla kolegi obok.

Rzecz jasna, nie znaczy to, że da się znaleźć przepis, po którym wszystko pójdzie gładko jak po zjeżdżalni – prosto w dół i do celu. Ale można sobie zwyczajnie nie utrudniać. Oglądał_ś kiedyś skoki narciarskie? Możesz podziwiać znakomitych skoczków, którzy po wielu latach treningów osiągnęli wybitne umiejętności. Co nie przeszkadza temu, by armia specjalistów nie głowiła się nad tym, jak zaprojektować strój, buty czy narty, żeby dodać ten kolejny metr do długości skoku.

Stworzenie postaci

Wyobraź sobie, że w grze komputerowej masz pokonać jakiegoś bossa. Czy taka sama strategia będzie skuteczna w przypadku wojownika wymachującego mieczem, jak w przypadku maga, który może ciepać we wroga zza winkla kulami ognistymi? Dość oczywiste, że nie.

Więc także projekty będziesz realizować inaczej w zależności od tego, “kim grasz”.

Pierwszym krokiem będzie stworzenie postaci – na podstawie tego, co o sobie wiesz.

Czy znasz swoje talenty? Czy umiesz z biegu wymienić swoje umiejętności? Czy masz świadomość, jaki styl pracy Ci odpowiada?

Ja spisałam to wszystko w formie karty postaci rodem z rasowego RPG-a (bo czemu nie?):

Tutaj uwaga: moja zajawka na rozwój osobisty liczy już sobie parę ładnych lat, testów osobowości, doświadczeń i rozkmin. Czy mówię, że teraz musisz odstawić na bok wszystkie projekty i ruszyć w przemieniającą życie wyprawę do mistrza zen albo przynajmniej roczny coaching? Skądże! Zwłaszcza że każde doświadczenie (życiowe, zawodowe, jakikolwiek projekt) to kolejna cegiełka do odkrywania swojej “karty postaci”.

Ale warto zebrać sobie to, co o sobie wiesz już teraz. Nie, nie musisz mieć do tego epickiego wzoru czy rysować siebie w stroju maga czy wojownika (choć jeśli masz czas i chęć, to polecam!). Podrzucam tekst, który może Ci w tym pomóc:

Co dalej?

No dobrze, czyli mamy już kartę postaci. Potrzebne będą nam jeszcze dwa elementy, zanim zabierzemy się za najbliższego questa. Jak sądzisz, o co może chodzić? Odpowiedź już w najbliższym wpisie!